blog lifestylowy: wnętrza, DIY, kuchnia, podróże, organizacja czasu, sprzątanie, samorozwój, książki, inspiracje, design, decoupage, fotografia,

Od niechęci do miłości czyli - jak (nie) zostałam weedding plannerką


Moja historia...


Od dziecka nie lubiłam  wesel. Nie wiem z czego wynikała ta niechęć ale gdy oglądałam tradycyjne polskie wesele na kasecie VHS czułam niechęć do tego typu zabaw. Uczucie to potęgowały słowa słyszane od dorosłych: " po ślubie wszystko się zmienia", "teraz to tylko pranie, sprzątanie, gotowanie i opieka nad dziećmi" itp. W swoim życiu byłam tylko na dwóch weselach- i to nie w mojej rodzinie. Wśród młodych osób, "u mnie" przeważają single, którzy nawet nie myślą o ślubie. Uważają oni, że z decyzją tą nie należy się spieszyć aż naprawdę nie trafi się ktoś wyjątkowy.

Wracając do dwóch wesel a których wspominałam na początku, jedno z nich było tradycyjnym jak ja to określam" wiejskim weselem" chociaż nie było na nim zbyt wielu gości. Zawierał w sobie wszystkie elementy z tradycyjnego wesela takie jak:

  •  powitanie chlebem i wódką
  • zespół muzyczny
  • pierwszy taniec
  • konkursy
  • przyśpiewki
  • oczepiny
  • podziękowanie dla rodziców i piosenka  "Cudownych rodziców mam" 
Nie myślałam wiec wtedy, że coś w tym temacie można zmienić. Byłam przekonana, że każdego czeka ten sam "los",od każdego oczekuje się podobnej organizacji wesela, bo to przecież tradycja.

Aż do czasu...

Przełomowym momentem, w którym nastąpiła zmiana mojego myślenia stała się legalizacja w Polsce ustawy  o organizacji ślubów w miejscach innych niż kościół. Co za tym idzie wesela także zaczęto organizować w innych miejscach lub zastępować je innymi aktywnościami. Coraz chętniej i częściej organizuje się śluby w plenerze, w przestworzach, pod wodą, w iglo, w pięknych małych kościółkach za granicą itp. Ucieszyłam się wtedy bardzo i postanowiłam, że kiedy będę brała swój własny ślub i organizowała wesele, nie będzie ono zorganizowane w tradycyjny sposób. Nikt nie zdoła mnie również powstrzymać przed zrobieniem czegoś niebanalnego.

Drugim kamieniem milowym było uczestnictwo na drugim ślubie z przyjęciem weselnym w minimalistycznym stylu. Nie było tańców, zabaw oraz całej tej weselnej otoczki. Z jednej strony trochę szkoda a z drugiej wielki podziw dla ludzi, którym udało się wyrwać z konwenansów i przygotować zamiast tego pyszne jedzenie i zespół muzyki poważnej. Na sali mogliśmy oglądać również zdjęciach Pary Młodej ustawione na dużych sztalugach. Panna moda miała na sobie suknię i welon a la lata 20-te. Goście nie przynosili kwiatów a pieniądze, wrzucane przez nich do specjalnej puszki były przekazywane na cele charytatywne.

Po tych wydarzeniu zmieniłam trochę swoje podejście do organizacji wesela  i zrodził sie w mojej głowie zamysł własnej uroczystości i plan przygotwań do niej. O moich pomysłach przeczytacie już w kolejnych częściach tego cyklu.

A wy jaką macie wizję własnego ślubu i wesela? Stawiacie bardziej na tradycję czy na coś nowatorskiego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podziel się swoją opinią: